Cżeść 3 >> sobota, 29 grudnia 2007 21:53:14
- Hej!!! Nic ci nie jest? Dobrze się czujesz?- doszło ją zapytanie z korytarza.
Najwidoczniej James stał pod drzwiami łazienki i nie wiedział co się stało, a chciał to pewnie wiedzieć, ale Roksanie wcale się nie śpieszyło. Podniosła głowę z nad sedesu. Podeszła do umywalek, przemyła twarz i ręce i wreszcie wyszła z toalety.
- No James, czego tak panikujesz? Wszystko jest w należytym porządku, tylko musiałam zjeść z rana coś niestrawnego.
Łgała, tak okropnie łgała, ale to było w jej stylu. Wyćwiczone do perfekcji wszystkie możliwe sposoby oszustwa. Nie powinna tego robić przed tym akurat facetem. Wydawał się przecież taki przyjacielski i ogólnie wyczuwała, że dzięki niemu będzie potrafiła się zmienić, ale co miała zrobić? Powiedzieć, że macają ją regularnie trzej mięśniacy? O nie tego to by w życiu nie zrobiła.
- Jakoś nie chce mi się wierzyć iż bogacze jadają niestrawne rzeczy.- wyrwał ją z rozmyśleń kolega.
- No to musisz zacząć wierzyć. - skwitowała i ruszyła dalej lekkim krokiem. Obeszli całą szkołę. Pokazała mu stołówkę, sale gimnastyczne, dziedziniec ze wszystkimi jego tajemnicami. Następnie wrócili do klasy i odbębnili resztę lekcji. Rokasana często przyglądała mu się, ale nie dała się na tym złapać. Zastanawiała się, co ten człowiek wniesie do jej ponurego życia. Nie wiedziała, co się stanie, ale przeczuwała iż będzie ciekawie. Dzień jej minął tak, jak wiele innych. Po południu była z bratem w firmie ojca. Tom pobierał nauki od taty w prowadzeniu firmą, a ona wędrowała sobie po budynku aby zabić nudę. Podobnie minął jej także wtorek i środa, a Jemsowi? No cóż spotykał się ze starymi przyjaciółmi i żył życiem pospolitego obywatela Francji. Roksana i On nie byli świadomi, co im los zgotował aż do pamiętnego czwartku, kiedy to ich poukładane istnienie na ziemi wywróciło się do góry nogami
komentarze [10]

Część 2 >> poniedziałek, 17 grudnia 2007 21:38:39
Na początku chciała bym powiadomić was iż kto chciałby być powiadamiany o nowych notkach musi wpisać się do księgi gość.
Druga sprawa. Chciałabym przeprosić z góry za błędy w ortografii i interpunkcji, jakby jakieś się pojawiły.
Trzecią sprawą jest dedykacja.
Notkę tę dedykuje blogowi my-fairytale za motywację do działania, a po za tym czekam na twoją notkę. To by było na tyle. Miłego czytania.





Dojechała windą na właściwe piętro i podeszła pod klasę, gdzie miała lekcje. Akurat wtedy zadzwonił dzwonek. Otworzyły się drzwi sali. Nauczycielka zaprosiła ich na zajęcia. Roksana przed wejściem zapytała jeszcze panią czy może zaprosić klasę na urodziny, uprzednio zapraszając kobietę. Otrzymała zgodę i stanęła przed zebranymi, siedzącymi już w ławkach.
- Zapraszam was wszystkich na mój bal urodzinowy w sobotę o osiemnastej. - powiedziała, uśmiechając się sztucznie i usiadła obok jednej z "przyjaciółek", Elizabet.
- No to kiedy wybierzemy się na zakupy do Chanel ?- zaszeptała jej do ucha dziewczyna.
- Nie wiem Eli, nie wiem. Zobaczy się, a teraz słuchaj bo chyba nauczycielka ma coś do ogłoszenia.
Tak w istocie było. Nauczycielka stała za biurkiem i zlustrowała spojrzeniem uczniów, po czym zaczęła.
- Chciałabym wam przedstawić nowego ucznia.
-Mhm... Nowy... Ciekawe..- mruknęła Isabel, także "przyjaciółka" Roksany.
- Proszę, wejdź James.
Do klasy wszedł chłopak około 170 cm wzrostu. Brązowe włosy, ciemna karnacja, czekoladowe oczy. Miał na sobie lekko wyblakły mundurek. W ręku trzymał plecak z książkami. Był to ten sam chłopak, którego nasza bohaterka uratowała na dziedzińcu od szykan.
- Co???!!!- "wypadło" z ust Roksany, za nim ugryzła się w język.
- Czy coś się stało panno Grisch?- zapytała się wychowawczyni.
- Nie... proszę pani.- odpowiedziała jej jękliwie dziewczyna.
Wszystkie oczy w sali zmierzły od nowo przybyłego do ciemnowłosej siedzącej na pierwszej ławce i z powrotem. Nie wiedzieli, co powiedzieć, a tym bardziej, co zrobić. Byli przecież świadkami niedawnego zajścia na podwórku, widzieli, jak ten gość ją potraktował. Z zapartym tchem czekali na to, co się wydarzy.
- W takim razie, może oprowadzisz Rokasno Jemsa po szkole aby nie miał trudności się po niej poruszać.
- Dobrze proszę pani. Chodź James. - powiedział i wyszła z klasy czkając za drzwiami na kolegę.
Wyszedł z klasy i zamknął za sobą drzwi, stając obok niej i czekając na to co dalej powie.
- No to ruszamy. Zacznę od tego iż to jest trzecie piętro i tak jak pierwsze oraz drugie przeznaczone jest na sale lekcyjne. Sal razem jest trzysta, więc na każdym piętrze jest równo sto. Na czwartym i ostatnim poziomie znajdują się pokoje nauczycielskie, sekretariaty, gabinety itp pomieszczenia dla tzw. personelu tej szkoły. Na parterze są tylko składziki i magazynu konserwatorów i woźnych, a także korytarze prowadzące na sześć hal sportowych dużych i piętnaście mniejszych. Wybierasz sporty typu koszykówka, siatkówka, to ćwiczysz na dużych, a gdy wybierzesz coś w stylu sztuk walki, ćwiczysz na małych. Jasne?
- Raczej tak.
- To sie cieszę. Teraz zejdziemy na parter schodami. Mamy windę, ale żebyś się lepiej zapoznał z tym budynkiem zrezygnujemy z wygody.
- Mi to nie przeszkadza. Lubię chodzić.
- Jeszcze lepiej.
Zeszli na drugie piętro i to co zobaczyła na przeciw siebie Roksana, przyprawiło ją o zimny pot na czole oraz dreszcze.
W kierunku spacerującej dwójki zmierzali trzej umięśnieni, młodzi mężczyźni. Byli to szefowie subkultury mięśniaków w szkole im. Napoleona. Byli właściwie nie groźni ponieważ krzywdy nikomu nie robili. Walczyli tylko na ringu, ponieważ trenowali boks. Do kobiet zwracali się uprzejmie. Nikt nic nie miał im do zarzucenia, ale jedna jedyna osoba jednak coś miła do nich. Wszystkie uprzejmości w ich wykonaniu były pozorami, kurtyną zasłaniającą prawdziwe oblicze. Znaleźli sobie ofiarę i to im wystarczyło. Działali bez świadków. Dopadli najbogatszą i najpopularniejszą osobę w szkole, wiedząc, że ona nie powie za żadne skarby świata co oni z nią robią.
Roksana pilnie myślała, co ma zrobić. Na złość jej oprawcy musieli pojawić się akurat teraz. "Szlag by trafił. Nie ma co. Mają wyczucie czasu."- pomyślała, a powiedziała:
- James...eee... Sorry. Mógłbyś sam zejść na pierwsze piętro i tam na mnie poczekać, bo ja muszę zamienić kilka słów w cztery oczy z tymi chłopakami.- było jej trochę głupio. Nie chciała aby poczuł się urażony iż nie chce przy nim rozmawiać, ale sprawa była zbyt poważna.
- No dobra. Poczekam przy schodach piętro niżej. Nie śpiesz się, jeśli to ważne to nie będę przeszkadzał.
Wytrzeszczyła na niego oczy przez moment, ale zaraz znów przybrała swój stały wyraz twarzy. Zaskoczyło ją jego zrozumienie. Nie obruszył się ani nie mówił urażonym tonem. Po prostu zgodził się pójść kawałek sam. Inni jej koledzy zaraz by się obrazili, bo byli ciekawscy i żądni plotek, ale nie on. On był inny. Zaczynała go lubić, ale czy to możliwe żeby ona, Roksana Grisch, mogła kogoś naprawdę polubić? Była to wielka niewiadoma, która niedługo miała przestać być zagatką.
- Dzięki.- powiedziała ciepło.
- Nie ma za co. To ja idę. - rzekł i ruszył z powrotem w kierunku schodów.
Ruszyła pewnie na przód, promiennie się uśmiechając, co oczywiście było przykrywką dla napiętych nerwów. Wiedziała co teraz się stanie. Działo się dokładnie to samo, dokładnie każdego dnia szkoły od początku pierwszej klasy.
- Hej śliczna. - zawołał przymilnie Tod, a Frank i Henry złapali ją za ręce i przygwoździli do ściany.
Wiedząc, co się teraz stanie, znieruchomiała i po prostu czekała. Mięśniak, zaś podniósł jej sukienkę mundurka do góry i wsadził jej rękę do majtek. Delikatnie poruszał palcami, bawiąc się przez chwile, około pięcu minut. Ona nie robiła nic, z resztą tak była umowa. Słowna to słowna, ale w świecie bogaczy nawet takie miały swoją moc. Oni nie mówili nikomu, co robią , a ona była grzeczna. Byli wobec niej delikatni, ale za razem obrzydliwi w swoim postępowaniu. Minęło dokładnie pięć minut i opryszkowie puścili ją.
- No maleńka już po wszystkim. Leć już do tego przystojniaka. - powiedział Tod. Pozostali dwaj nigdy się nie odzywali.
- Ja go tylko po szkole oprowadzam.
- Wiem.
- A ja wiem, że ty wiesz. Dobra ja lecę. Cześć.
- Mam dość tych dziecięcych igraszek. Pragnę czegoś więcej.- powiedział gdy Roksana była już tak daleko iż nie słyszała go.
- My szefie też. My też.- poparli go Frank i Henry.
Pobiegła szybko do schodów. Przeskakując po dwa stopnie na raz w kilka sekund znalazła się obok Jemsa.
- No już jestem. Długo czekałeś?
- Nie, uwinęłaś się strasznie szybko aż się zdziwiłam, ponieważ wiem iż kobiety lubią długo rozmawiać.
- Kobiety z kobietami. Owszem, ale z mężczyznami to nie zawsze. Dobra masze...- nagle zrobiło jej się nie dobrze. Szybko przyłożyła dłoń do ust i pognała do najbliższej toalety. Zostawiając za sobą zdezorientowanego kolegę.
komentarze [4]

część 1 >> wtorek, 4 grudnia 2007 21:36:12
Z góry przepraszam za słabą czytelność bloga, ale ten szablon tak bardzo mi się spodobał. Miłego czytania.


We dworze w pokoju rozbrzmiewał dźwięk budzika. Szesnastoletnia dziewczyna podnosząc leniwie rękę wyłączyła go, mrucząc przy tym sarkastycznie:
- Fajnie. Kolejny dzień cudem świata ogłoszony. Phi!
Wstała. Przeciągnęła się jak kotka. Wzięła mundurek szkolny leżący na krześle obok łóżka i ruszyła do osobistej łazienki, gdzie wzieła prysznic oraz ubrała się. Gotowa zeszła eleganckim krokiem po schodach do jadalni. Jej twarz była nieprzenikniona, a oczy nie wyrażały żadnych uczuć. Zasiadła przy stole na swoim stałym miejscu obok o trzy lata starszego brata. Cała mieszkająca w owej posiadłości zebrała się na śniadaniu, jak codzień rano, czyli ojciec i matka Roksany(naszej młodej elegantki.), dwaj bracia i siostra ojca oraz trzy siostry i dwaj bracia matki, a także małóżonkowie członków rodzeństwa i oczywiście brat dziewczyny, Thomas.
- Pamiętaj Roksana, że w sobotę jest wielki bal na cześć twoich siedemnastych urodzin. Zaproś odpowiednie koleżanki. - powiedział matka.
- Dobrze.- odpowiedziała jej, a pod nosem dodała- Odpowiednie koleżanki, phi. Równie dobrze sama możesz wybrać mi listę gości.
- Czy coś chciałaś kochanie?- spytała kobieta słysząc mamrotanie.
- Nie... Oczywiście mamo zaproszę odpowiednie towarzystwo na bal.
- To dobrze córeczko, że się ze mną zgadzasz.
I znów mamrotanie pod nosem:
- Nie doczekanie twoje- a głośno - Dziękuje, już zjadłam. Idę do szkoły.- poinformowała rodzinę i ruszyła ku korytarzowi prowadzącemu do wyjścia.
- No to i ja lecę. Siostra poczekaj, razem pojedziemy.- zawołał Tom
- Masz długie nogi to mnie dogoń.- usłyszał sarkazm z korytarza.
- Ha ha! Wielka pani sarkazm!- krzyknął za nią , ale ona już go nie słuchała.
Zadumała się. Jej myśli krążyły wokół balu. Jak każdego roku dobywał się bal na cześć jej urodzin. W ogóle to na cześć urodzin każdego członka odbywał się bal. Było ich w roku aż dziewiętnaście. Tak jest tradycja- mawiali jej rodzice- Nasz ród wydał na świat wielkich królów. Jesteśmy lepsi od innych pamiętaj, więc musimy to uczcić. Każdy zatem miał swój bal, swoje święto ogromnie czczone.
" No bo my jesteśmy lepsi od innych. W czepku urodzeni. Phi! Gówno prawda, jak ja nie nawiedzę tej rodziny, a w dodatku muszę udawać, że niby cieszę się, ponieważ do niej należę. Czy w moim życiu nie może wydarzyć się coś szczęśliwego?! Pytam się!!!" - tak właśnie myślała wściekła Roksana wsiadając do samochodu, w którym czekał na nią już szofer, a chwilę potem pojawił się także jej brat i odjechali do szkoły.
Nadal zła wysiadła z samochodu przed ogromną, prywatną szkołą. Przeszła przez bramę szkolną, a zaraz za nią braciszek, wchodząc na tereny Prywatnego Liceum Ogólno Kształcącego imienia Napoleona. Szła sobie powoli przez dziedziniec, obserwując innych uczniów. Zauważyła swoje koleżanki. Oczywiście wszystkie z dobrych i bogatych domów. średnio je lubiła, ale co miała poradzić, z kimś w końcu musiała się kolegować. Już chciała do nich podejść, gdy coś innego zwróciło na siebie jej uwagę.
Była to grupka chłopaków w jej wieku. Stali w kółku i najprawdopodobniej naigrywali się z kogoś, szydząc i wyzywając.
- Hej ty nowy! Skąd się urwałeś?!- wołał pierwszy.
- Nic cię to nie powinno obchodzić.- odpowiedział poszkodowany.
- A ja myślę, że bardzo nas to obchodzi.- zaczął drugi.
- Właśnie.- znowu pierwszy.- Po pierwsze jesteś nowy. Po drugie twój mundurek wygląda gorzej niż nasze. Pewnie z lumpeksu.- w tym momencie obserwatorka i dręczony zaczeli zaciskać pięści.- Po trzecie wyglądasz mi na stypędniaka, a to znaczy, że twoja mamuśka musiała spędzić kilka nocy w domu dyrektora szkoły. Ha ha. Więc radzę ci nie podskakuj do nas.
- Nie będziesz obrażał mojej matki- już miał przywalić w nos swemu oprawcy, gdy niespodziewnie pojawiła się przed nim dziewczyna.
Nie planowała tego. Po tak denerwującym poranku zadziałała impulsywnie, podświadomi. Zazwyczaj trzymała się od takich spraw z daleka. Było jej obojętne czy kogoś dręczą czy nie, ale dziś weszła między szkolnych, tzw. przystojniaków-przewodników. Oni w tej szkole wyznaczali zasady życia facetów na przerwie, ona zaś zaliczała się do podobnej grupy dziewcząt i była ich niekwestionowaną przedstawicielką, ale nie znęcała się nad innymi. Obrzydzała ją sama myśl, że mogłaby robić coś podobnego. Staneła twarzą w twarz z ich "szefem".
- Roksana?!- zrobił wielkie oczy.
- Tak ja. Mam do ciebie sprawę.
- Jaką śliczna?- wróciła mu pewność siebie.
- Nie mów do mnie śliczna, bo nie jestem twoją dziewczynką do igraszek!! To raz, a dwa to zostaw tego chłopaka w spokoju. Rozumiesz?! No chyba, że chcesz mieć ze mną na pieńku, a wierz mi mogę ci życie uprzykrzyć. A tak po za tym to jak tam TWOJA MAMUSIA?? NIE MUSIAŁA OSTATNIO O NIC SIĘ STARAĆ??- zakończyła znacząco wypowiedź.
- Ty... ty szma..
- Nie kończ bo sobie pogorszysz i tak złą sytuacje. Masz tylko odczepić się od tego chłopaka. Czajisz, czy ci przeliterować?!
- Zrobię to, jak dasz mi buzi w policzek.- schytrzył się.
- Tylko tyle chcesz?? Serio?? No dobra.
Wszyscy oniemieli z wrażenia. Ona, ta sarkastyczna arystokratka wstawia się za kimś i całuje najbardziej znieanwidzonego przez siebie chłopaka w szkole w policzek, tylko po to by się odczepił od jakiegoś stypędniaka. Zaparło dech każdemu kto to widział, a ona spokojnie dała mu buziaka, a po chwili słychać było głośne plask, a jednak nie powstrzymała się od złośliwości.
- A to za co?!!!- zapytał oniemiały przystojniak.
- To malutki prezencik ode mnie. - powiedziała ze załośliwym uśmieszkiem i odwróciła się do siedzącego na ziemi chłopaka, wyciągając ku niemu rękę.
- Wstawaj nowy. Czas wyjść z tego kręgu.
Chwycił niechętnie za je rękę i wstał ruszając za nią i zatrzymując ją po za zasięgiem kręgu.
- Nie musiałaś mnie ratować. Nie potrzebuje pomocy takich elegantek, jak ty!!!- rzucił wściekle.
- I po co ty go ratowałaś?- zapytała jej jedna z koleżanek.- Nawet podziękować nie potrafi.
- Bo w przeciwięstwie do was robie użytek z mózgu.
- Oj coś ty taka zła dziś jesteś?
Nie odpowiedział tylko wściekle prychnęła. Pytają się jej o to samo przed każdymi jej urodzinami i nie mogą się skapnąć, że to z powodu balu urodzinowego. Idiotki!!!

komentarze [14]

Prolog >> niedziela, 2 grudnia 2007 19:45:50
Oto epilog moi drodzy. Nie bardzo mi się udał, ale jak wcześniej już napisałam: Początki bywają trudne. Miłego czytania.


Lat tysiąc temu narodził się założyciel szlachetnego rodu, z którego wywodzili się liczni królowie, królowe, damy dworu i rycerze. Nie wymarł on do dziś, chociaż mężczyźni z niego już nie stają w szranki na miecze, a damy nie zbierają się co wieczór na robótkach ręcznych ani nie tańczą na balach w starodawnych sukniach, ale potomkowie Cyriusa Wielkiego nadal żyją we współczesnym świecie, a dokładniej we Francji w wielkiej posiadłości. Unowocześniony dwór zachował w środku swój mroczny charakter i wygląd, jedynie wielki ogród ze stadniną koni zachęcał do podziwiania. Niech was jednak pozory nie zmylą. Rodzina mieszkająca w nim nieustannie dążyła do bogactwa i uważała się za lepszą od innych ludzi, a krewnych, którzy nie podporządkowywali się takiemu tokowi myślenia, wydziedziczali, zostawiając na pastwę losu.
Była, jednak jedna osóbka w całym rodzie, która wiedziała, że nie pasuje do całej tej bandy i bardzo źle się z tym czuła, ale przez swoje surowe wychowanie, które zafundowali jej rodzice, nie buntowała się. Żyła udając, co sprawiło iż stała się cyniczna i sarkastyczna, aż do siedemnastych urodzin, po których wszystko wywróciło się do góry nogami w jej życiu.
komentarze [6]

Początki bywają trudne >> sobota, 1 grudnia 2007 10:54:05
Cześć. Będę tutaj pisać opowiadanie. Jakie? nie wiem. Myślę nad tym. Jeśli chcecie się o mnie czegoś dowiedzieć to niedługo pojawią się wiadomości w dziale o mnie.
komentarze [0]




Szablon i HTML wykonała Megami
Pobrano z Fringue
Dopasowany do serwisu Mylog.pl
Zdjęcia wzięte z Deviantart


|| Soul Society || Remember || About me || Observe || Inscribe ||